Sashima — kołowrotek, który prawie umknął
Uczciwie powiem — w Sashimę FD-210 wciągnąłem się przypadkiem. Kolega kupił, pokazał na rzece, dał potrzymać. Po pięciu minutach przyglądania się i kręceniu korbą stwierdziłem, że muszę to przetestować na własnym sprzęcie. Tak trafiła do redakcji.
Cena? W okolicach 440-470 zł, w zależności od sklepu. Mój egzemplarz kosztował 449 zł — i już w tej chwili dla porządku zaznaczę, że to świetna kasa za to, co dostajesz. Sashima FD-210 to ultralightowy kołowrotek klasy 2000, ale wykonany na poziomie sprzętu z półki 700-800 zł. Robinson zrobił coś dobrego i — co charakterystyczne — kompletnie tego nie reklamuje.
Testy trwały trzy miesiące, około 35 wyjazdów. Pilica, Wkra, Bug, lokalne stawy. Okoń, kleń, jaź, mały szczupak.
Dla kogo Sashima FD-210 ma sens
To jest sprzęt dla okoniowca, który chce mieć lekki, czuły kołowrotek do ultralightu, ale nie ma 1400 zł na Vanforda 2500F. Sashima w tej roli sprawdza się znakomicie — daje 80% wrażeń z premium za jedną trzecią ceny.
Drugi profil to wędkarz uczący się ultralightu. Jeśli przerzucasz się z klasycznego spinningu szczupakowo-sandaczowego na delikatniejsze metody (drop-shot, mikrojig, krętliki 1-3 g), Sashima jest idealnym pierwszym krokiem. Nauczysz się subtelnej pracy bez wkładania całych oszczędności w Shimano.
Trzeci to ten, kto łowi pstrąga w potoku lub klenia pod krzakami — wszędzie tam, gdzie liczy się precyzja i czułość, a nie surowa moc.
Specyfikacja
- Waga: 195 g
- Łożyska: 9 + 1 (kulkowe + jednokierunkowe stop-back)
- Przełożenie: 5.1:1, wybieranie 71 cm/obrót
- Pojemność szpuli: 0,18 mm / 150 m mono; 0,10 mm / 180 m PE
- Maksymalny hamulec: 4 kg
- Korpus: stop magnezu + kompozyt
- Szpula: aluminium anodyzowane, długi profil ABS
- Korba: wkręcana, ramię aluminiowe, gałka EVA
- Szpula zapasowa: w komplecie (sic!)
Dwie rzeczy z tej tabelki robią konkretną robotę: waga 195 g (rewelacyjnie w tej cenie) i 9+1 łożysk (więcej niż w niektórych modelach po 800 zł). I jeszcze druga szpula w komplecie — coś, co w 2025 to już rzadkość.
Pierwsze wyjęcie z pudełka
Pakowanie skromne — kartonik, kołowrotek, druga szpula, klucz, instrukcja. Bez fanaberii. Sam kołowrotek — i tu już była mała niespodzianka. Wykończenie na poziomie sprzętu droższego. Matowy lakier ciemnografitowy, srebrne akcenty, gałka EVA gładka, ramię korbki aluminiowe, anodyzowane. Wygląda jak coś z półki 700-800 zł.
Kręcenie bez obciążenia — gładkie, równe, bez chrupania. Nie ma tej premium-płynności jak w Vanfordzie czy Sustainie, ale na ten przedział cenowy to klasa wyższa niż średnia. Hamulec klika dyskretnie, kliki są wyraźne, ale nie męczące.
Bałek zamyka się z lekkim oporem, sprężynka pewna. Mocowanie do stopki bez luzu. Wszystko po prostu leży w dłoni jak ulał.
W terenie — okoń na Wkrze
Lipiec 2025, Wkra w okolicach Sochocina. Wędka 2,1 m / 1-7 g, plecionka 0,08 mm, ryposhki 5-7 cm na główkach 2-3 g. Klasyczny zestaw ultralight.
Pierwszy zarzut i pierwsze brania — Sashima nie zawodzi. Plecionka schodzi z szpuli ABS równo, bez tworzenia bryłek czy garbu. Profil długiej szpuli realnie wydłuża rzut — w porównaniu z moim starym Mikado Princess 2000 to było konkretne 3-4 metry dalej. W mikrojigowaniu te metry potrafią zrobić różnicę.
Hamulec na delikatnych ustawieniach (0,5-1 kg) zachowuje się wzorowo. Okonie 25-30 cm puszczane są bez zacinania, bez szarpania. Plecionka schodzi płynnie. To po prostu nie jest sprzęt budżetowy, mimo ceny.
Drugi dzień — kleń ok. 1,2 kg na rapalkę 4 cm pod brzegowymi krzakami. Walka 2 minuty, hamulec puszczał równo dwa razy, ryba w podbieraku. Sashima nawet się nie zapociła.
Sprawdzian dla cięższej ryby
W sierpniu trafił się przyłów — szczupak 64 cm na to samo lekkie zestaw. Walka teoretycznie za delikatna jak na taką rybę, ale ciekawiło mnie, jak Sashima zniesie obciążenie powyżej swojej klasy.
Hamulec ustawiony na max (4 kg), plecionka 0,08 mm — wszystko wisiało na włosku. Walka trwała 6-7 minut, ryba kilka razy próbowała wjechać w trawę. Hamulec puszczał regularnie, korba nie traciła płynności, korpus nie wykazywał odkształceń. Ryba w podbieraku, zwolniona z powrotem. Sashima przetrwała egzamin bez najmniejszej skargi.
Co realnie przeszkadza
Nie ma idealnych kołowrotków. W Sashimie widzę kilka rzeczy.
Klik hamulca — wyraźny, czasami w cichym łowisku irytujący. Konkurencja (Daiwa Crossfire LT) ma cichszy.
Wykończenie wokół mocowania korby — po dwóch miesiącach intensywnego użytkowania pojawiło się delikatne starcie lakieru. Nic groźnego, ale przy tej cenie spodziewałbym się lepszej odporności.
Brak X-Protect/uszczelnień — to oczywiste w tej cenie, ale warto pamiętać: po deszczu warto kołowrotek przemyć i osuszyć. Po pełnej kąpieli w piasku raczej nie zniesie tego bez serwisu.
Maksymalny hamulec 4 kg — w klasie 2000 to standard, ale ogranicza zastosowania. Sandacz powyżej 60 cm czy szczupak metrowy to nie jest target tego kołowrotka.
Z czym dobrać
Sashima FD-210 prosi się o lekką wędkę ultralight 1,98-2,28 m, ciężar wyrzutu 1-10 g. U mnie najlepiej pracowała z Daiwą Ninja UL 2,1 m / 1-10 g i z Konger Karat UL 2,1 m / 2-12 g. Całość zestawu zamyka się w 700-800 zł — idealna inwestycja na początku przygody z ultralightem.
Plecionka 0,06-0,10 mm, fluoro przyponowy 0,12-0,16 mm. Przynęty: mikrojigi 2-5 g, krętliki 1-3 g, małe rappiki 3-5 cm, wahadłówki 2-7 g.
Porównanie z konkurencją
- Mikado Princess 2000 (220-280 zł) — tańsza, ale słabsza w każdej kategorii. Plecionka schodzi gorzej, hamulec mniej liniowy. Sashima warta dopłaty.
- Daiwa Crossfire LT 2000 (350-420 zł) — porównywalna klasa, lżejsza o 10 g, cichszy hamulec. W mojej ocenie Sashima ma trochę lepszy układ nawoju.
- Shimano Sienna FG 2500 (280-350 zł) — tańsza i lżejsza, ale słabsze łożyska (4+1) i mniej trwała przekładnia.
Sashima FD-210 wygrywa w swojej cenie kompromisem — masz solidną mechanikę, dobre wykończenie, drugą szpulę w komplecie. Nikt w tym przedziale nie daje takiego pakietu.
Trwałość po trzech miesiącach
Po 35 wyjazdach:
- Korpus: drobne starcie lakieru przy korbie, reszta bez zarzutu
- Przekładnia: chodzi tak samo, zero chrupania
- Hamulec: powtarzalny, max siła stabilna
- Rolka: bez zająknięcia, kropla oleju w 2. miesiącu
- Bałek: sprężynka żywa
- Łożyska: wszystkie żywe
Wynik dobry. Spodziewam się jeszcze 3-4 sezonów spokojnej pracy, pod warunkiem podstawowego serwisu domowego.
Werdykt
Plusy:
- Waga 195 g — bardzo dobra na ten przedział
- 9+1 łożysk — klasa wyższa niż średnia
- Druga szpula w komplecie — rzadkość
- Dobry układ nawoju, dłuższe rzuty
- Wykończenie na poziomie droższego sprzętu
Minusy:
- Klik hamulca głośny
- Starcie lakieru po dwóch miesiącach
- Brak uszczelnień (zrozumiałe w cenie)
Dla kogo: okoniowca, ultralightowca-amatora, wędkarza uczącego się subtelnych metod, kogoś szukającego pierwszego „poważnego” kołowrotka ultralight.
Komu odradzam: szukającym ekstremalnej trwałości pod brutalną eksploatację (dopłać do droższego), wędkarzom na większą rybę (4 kg hamulca to limit).
Ocena: 8,5/10 — perełka, którą Robinson skromnie chowa. W cenie 450 zł trudno znaleźć lepszą ofertę do ultralightu.