Vanford — czym ten kołowrotek właściwie jest

Vanford pojawił się jako następca Stradica CI4+ i od początku ustawił sobie poprzeczkę wysoko. Shimano celowało w segment „wędkarza wymagającego, który nie chce wydawać Stelli” — czyli wszystkich tych, dla których 700–800 zł to za mało, a 2500 zł to za dużo. Vanford w rozmiarze 2500F kosztuje dziś w okolicach 1400 zł i właśnie ten egzemplarz wziąłem do testu na sześć miesięcy.

Mam za sobą 15 lat spinningowania i nieskromnie powiem — przeszło mi przez ręce sporo tej klasy sprzętu. Vanforda chciałem sprawdzić uczciwie, nie z perspektywy „nowy Shimano, więc musi być super”, tylko od strony codziennej roboty nad wodą.

Specyfikacja, którą warto znać

  • Waga: 170 g (najlżejszy w klasie 2500 na rynku — naprawdę)
  • Łożyska: 7 + 1 (S A-RB, antykorozyjne)
  • Przekładnia: 5.1:1, wybieranie 78 cm/obrót
  • Pojemność szpuli: 0,18 mm / 150 m mono; 0,12 mm / 200 m PE
  • Hamulec: przedni, max 4 kg
  • Korba: wkręcana CI4+ z aluminiowym ramieniem G-Free Body

To, co od pierwszego dotyku wciska w fotel, to lekkość. 170 gramów — i to nie jest marketing. Włożyłem go na wagę razem ze Stradiciem CI4+ 2500 i różnica to konkretne 25 gramów na korzyść Vanforda. W spinningu okoniowym, gdzie robisz po 800–1200 rzutów dziennie, to jest słyszalna różnica w łokciu.

Pierwsze wyjęcie z pudełka

Przyznam się — rozpakowując nowego Shimano zawsze trochę się boję, że karton będzie ładniejszy niż zawartość. Tutaj nic z tych rzeczy. Vanford wygląda jak kawałek dobrze zaprojektowanej maszyny. Matowy lakier, brak ozdobników, korbka leży w dłoni jak ulał, gałka EVA (nie ta okropna plastikowa kropka, co w niektórych modelach budżetowych) — wszystko gra.

Kręcąc korbą bez obciążenia czuć, że wewnątrz pracuje MicroModule Gear II. Ta przekładnia to coś, czego nie da się opisać tabelką — kręcisz i kręcisz, i ten obrót po prostu nie ma końca. Jakby kołowrotek wybierał żyłkę sam z siebie.

W terenie — pierwszy miesiąc

Zacząłem od okonia na Zalewie Sulejowskim. Wędka 2,28 m / 3–14 g, plecionka 0,10 mm, gumka 7 cm na główce 5 g. Pierwszy zarzut — i tu już była zaskakująca rzecz: rzut wyszedł o jakieś 3-4 metry dalej niż na poprzednim zestawie ze Stradiciem. Szpula LongStroke faktycznie robi swoje. Plecionka schodzi z niej tak płynnie, że nie czujesz oporu.

Po dwóch tygodniach wyjazdów na Drwęcę za kleniem — to samo. Klenie kąsały na małe woblery rzucane pod brzegowe krzaki, czyli precyzja na 15-20 metrów. Vanford pozwala na takie operacje dosłownie kciukiem. Hamulec ustawiony na lekko, podcięcie, klenia bliska kilograma — i hamulec puścił dokładnie tyle żyłki, ile trzeba. Nie szarpie, nie tnie skokowo.

Sandacz na jeziorze — sprawdzian dla hamulca

W maju pojechałem na Mazury, na Śniardwy, próbować sandacza na lekki jig 10 g. Sprzęt teoretycznie za delikatny, ale to był celowy test — chciałem zobaczyć, jak Vanford radzi sobie z rybą znacznie przewyższającą jego klasę. Trafił się sandacz 68 cm, jakieś 3,2 kg.

Walka trwała 4-5 minut. Hamulec ustawiony pod ryby do 1,5 kg, więc puszczał regularnie. I tu druga rzecz, która mnie urzekła: CrossCarbon Drag. Te tarcze pracują tak równo, że nawet przy zaciętym holu nie pojawia się efekt „skokowego” odpuszczania. Sandacz wjechał do podbieraka, kołowrotek się nie podgrzał, nic nie zaskrzypiało. To jest robota.

Co naprawdę przeszkadza

Nie ma idealnych kołowrotków. Po pół roku łowienia widzę u Vanforda kilka rzeczy, które wkurzają.

Korbka z gałką EVA — ładna, ergonomiczna, ale po dwóch miesiącach intensywnego użytkowania zaczęła łapać brud i smary. Nie schodzi się ich po prostu mokrą szmatką, trzeba szorować szczoteczką. Drobiazg, ale irytujący.

Cena szpul zapasowych — Shimano potrafi sobie cenić oryginały. Zapasowa szpula do Vanforda 2500 to 280-320 zł. Dla porównania szpula do Stradica jest o 80 zł tańsza. Jeśli ktoś lubi mieć drugą szpulę pod inną plecionkę — przygotuj kasę.

Lakier wokół mocowania do stopki — po czterech miesiącach pojawiło się delikatne starcie. Nic groźnego, ale przy tej cenie spodziewałbym się lepszej powłoki w newralgicznym punkcie.

I to właściwie wszystko. Reszta to czysta przyjemność.

Dobranie do wędki — moja rekomendacja

Vanford 2500F prosi się o wędkę klasy 1–14 g, długość 2,1–2,4 m. U mnie najlepiej pracował z Major Craft Crostage CRX-S732AJI (2,2 m / 0,5–10 g) — taki zestaw waży razem 320 gramów i można nim łowić cały dzień bez bólu nadgarstka.

Do cięższego spinningu (powyżej 18 g) lepiej spojrzeć na większy rozmiar — 3000 albo 4000. Vanford 2500F to klasyczna jednostka do okonia, klenia, pstrąga, ewentualnie mniejszego sandacza na lekki jig.

Trwałość po sześciu miesiącach

To jest moment, w którym zwykle kupowane budżetowce zaczynają chrupać. Vanford? Nic. Przekładnia pracuje tak samo jak pierwszego dnia. Hamulec ani razu nie wymagał regulacji ustawień. Bałąk zamyka się tak samo pewnie. Rolka antikinka chodzi bez zająknięcia.

Jeden serwis domowy — przemycie korbki, kropla oleju na łożysko rolki. Tyle. To kawałek inżynierii, który po prostu działa.

Warto dodać kontekst: w tym czasie kołowrotek przeszedł trzy ulewy, jedną sesję w temperaturze 4°C i co najmniej kilkanaście godzin łowienia w piasku nadbrzeżnym. Obudowa nie wykazuje rys w newralgicznych punktach (mocowanie do stopki to wyjątek, o którym wspomniałem). Lakier matowy trzyma się lepiej niż błyszczący w starszych modelach Shimano — to konkretna lekcja, którą Japończycy odrobili.

Vanford vs Stradic CI4+ vs Twin Power FD

To trzy najczęściej porównywane kołowrotki w tej klasie. Mój ranking po teście:

  • Vanford 2500F — najlżejszy, najpłynniejszy, najdroższy z trójki o 100-150 zł
  • Stradic CI4+ 2500 — sprawdzony, solidny, trochę cięższy, hamulec mniej czuły w niskich ustawieniach
  • Twin Power FD 2500 — wytrzymalszy, cięższy, lepszy do większej ryby, gorszy do precyzyjnego spinningu

Gdybym kupował dziś z własnej kieszeni — Vanford. Bez wahania. Stradic CI4+ był świetny, ale Vanford to po prostu kolejny krok.

Werdykt

Plusy:

  • Waga 170 g — bezkonkurencyjna w klasie
  • MicroModule Gear II — przekładnia, która pracuje jak masło
  • LongStroke Spool — realnie dłuższe rzuty
  • Hamulec CrossCarbon — precyzja w każdym ustawieniu
  • Bardzo dobra trwałość po pół roku intensywnej eksploatacji

Minusy:

  • Cena zapasowych szpul boli
  • Gałka EVA łapie brud
  • Drobne starcie lakieru w newralgicznym punkcie

Dla kogo: zaawansowanego spinningisty łowiącego 3-4 razy w tygodniu, który chce mieć kołowrotek na 5-7 sezonów bez kompromisów. Idealny do okonia, klenia, pstrąga i lekkiego sandacza.

Komu odradzam: komuś, kto łowi raz w miesiącu — to po prostu nadmiar. Za 400 zł kupisz Okumę, która spokojnie taką eksploatację wytrzyma.

Ocena: 9/10 — najlepszy kołowrotek za 1400 zł, jaki przeszedł mi przez ręce w ostatnich trzech latach.