Street Fishing Poznań – Marcin punktuje, Robinson Minnow zaskakuje!

19 czerwca odbyły się pierwsze zawody Street Fishing Extreme na rzece Warcie w Poznaniu. Wędkarscy zapaleńcy z całej Polski stanęli do sportowej rywalizacji na miejskim odcinku uroczej rzeki. Po prostu nie mogło nas tam zabraknąć!

Kłębiące się w głowach myśli spędzały nam sen z powiek, więc na miejscu zameldowaliśmy się jako pierwsi, już o godzinie 7 rano, czekając jeszcze ponad godzinę na plaży miejskiej na terenie KontenerArt.  Czas ten poświęciliśmy przede wszystkim na powtórne omówienie taktyki oraz nieco bardziej relaksujące rozmowy z innymi wędkarzami. Chwilę później każdy z zawodników otrzymał pakiet startowy Street Fishing Extreme, niezbędny podczas trwania zawodów, a równo o godzinie 9:00, organizatorzy zasygnalizowali start rywalizacji.

IMG_2783

Od samego początku wędkarze rozproszyli się po rzece w poszukiwaniu dogodnych miejscówek i rozpoczęli łowienie. U niektórych było widać chaotyczne zachowanie, część podeszła do tematu na zupełnym luzie, a inni, miejscowi wędkarze, wykazali się mistrzowską taktyką, od razu ruszając na „bankowe” miejscówki. My dla odmiany, nie odchodziliśmy daleko od biura zawodów i skupiliśmy się na łowieniu od razu po starcie. Zaczęliśmy łowić delikatnymi zestawami w poszukiwaniu okoni i kleni, co okazało się skuteczną taktyką. Pierwsze wymiarowe okonie zameldowały się na zestawie Marcina.

13549091_905318789579596_747585233_o (1)

Postanowiliśmy się rozłączyć, by szybciej znaleźć miejsca żerowania ryb. Paweł, skupiony na kleniach, udał się na niewielką, wolno płynącą odnogę Warty, gdzie przez większość czasu dosłownie wychodził z siebie, gdy ponad 50-centymetrowe klenie odprowadzały kolejne przynęty pod sam brzeg, nie atakując ich. Gwałtowny skok ciśnienia wyraźnie nie przysłyżył się łowieniu „klusek”, więc Paweł musiał po prostu obejść się smakiem.

Zawody Street Fishing Extreme 2016  to nie tylko imprezy  polegające na łowieniu ryb, ale przede wszystkim świetna rozrywka zarówno dla młodych adeptów wędkarstwa chcących doskonalić swój warsztat jak i bardziej doświadczonych wędkarzy. O godzinie 9:15 każdy zawodnik otrzymał SMS z treścią  pierwszego zadania-należało wysłać organizatorom do godziny 11:00 zdjęcie złowionej na zawodach ryby, co dla niektórych  okazało się zadaniem niewykonalnym. Okonie Marcina pozwoliły mu uzbierać dodatkowe punkty za wykonanie tego zadania. W drugim, zawodnicy musieli wykazać się znajomością Poznania i o godzinie 12:00 stawić się pod Ratuszem, gdzie mieli okazję wspólnie obserwować koziołki poznańskie. Paweł, pochłonięty próbą wyłuskania kleni na znanych sobie dobrze miejscówkach, nie podjął się tego zadania, by niepotrzebnie nie tracić czasu. Bez punktowanej ryby i tak nie miałby szans na znalezienie się w czołówce. Marcin natomiast podjął się zadania, zyskując kolejne punkty w klasyfikacji.

IMG_20140829_145014

Chwilę później, gdy wędkarze powrócili do łowienia, wszyscy otrzymaliś SMS z treścią trzeciego zadania, którym był rzut do celu pod mostem Rocha, organizowany przez sklep ART-ROD. Z tym zadaniem, już w pełnym składzie, poradziliśmy sobie szybko i efektywnie, choć wymagało ono od nas niemałej  precyzji i dokładności.

Po ukończeniu ostatniego zadania, mieliśmy przed sobą jeszcze ostatnią godzinę łowienia. Nasza taktyka zeszła już na drugi plan. Wiedząc, że Marcin ma większe szanse w rywalizacji, postawiliśmy na „wszystko albo nic”. Założyliśmy na agrafki woblery marki Robinson Minnow o długości 12cm  i rozpoczęliśmy grube łowienie, licząc na sandacza, szczupaka lub suma. Zmierzając powoli w kierunku punktu organizatora imprezy, doszliśmy do rozwidlenia Warty, na którym co rusz można było zauważyć spławy drapieżników, wychodzących na płyciznę za drobnicą. Miejsce było już co prawda mocno przełowione tego dnia, ale wierząc w siłę dużej, dobrze pracującej przynęty (większość wędkarzy łowiła bardzo lekkimi zestawami) postanowiliśmy spróbować szczęścia.

13536186_905335199577955_1310480517_n

Pierwsze rzuty nie dają oczekiwanych rezultatów. Czeszemy wodę dobrych 10 minut, ale przepływające po płytkiej rzece statki z turystami wyraźnie odstraszają żerujące ryby. Postanawiamy więc puszczać woblery z nurtem, a następnie przyduszać je by szły bliżej dna licząc, że to właśnie w głównym korycie ukryły się drapieżniki. Już chwilę później, na kiju Marcina melduje się duży szczupak, jednak zapięty przy samym kąciku górnej wargi, spina się z haka przy próbie podebrania. Klęska. Zostało nam 30 minut, a właśnie straciliśmy rybę, która mogła dać Marcinowi zwycięstwo. Wbrew pozorom jednak, ta porażka jeszcze mocniej nas determinuje. Obławiamy rozwidlenie centymetr po centymetrze.

13521159_905335602911248_1093046224_n

Na 20 minut przed końcem imprezy ciche i spokojne nadwarciańskie błonia, przeszywa krzyk „siedzi!!”. To Marcin, któremu nagły strzał kilka metrów od brzegu niemal nie wyrwał wędziska z ręki. Okuma Black Rock wygina się pięknie, gdy ryba odjeżdża w główny nurt. Z początku myślimy że to kolejny szczupak, lecz ku naszemu zaskoczeniu z wody wyłania się połyskujący w słońcu boleń, mierzący blisko pół metra. Ryba na wagę podium, jak jeszcze wtedy sądzimy. Praca zespołowa pozwala nam szybko wylądować dobrze zaciętą rapę na brzegu. Ekspresowe mierzenie, zdjęcie z miarką organizatora i dosłownie biegniemy by zdać karty startowe z wynikami.

13530731_905325196245622_1596003577_n

W czasie godziny (czas niezwykle się dłużył, gdy czekaliśmy na wyniki) regenerujemy siły i rozmawiamy z wędkarzami startującymi w zawodach. Pozytywne nastroje udzielają się prawie wszystkim, choć widać, że co poniektórzy przyszli tu nie tyle dla zabawy, co dla nagród. Dla nas priorytetem była zawsze dobra atmosfera, stąd może tak dobry wynik zdobyty bez zbędnej spiny… No właśnie, skoro o wyniku mowa – ostatecznie, Marcin plasuje się tuż za podium – na najbardziej pechowym z możliwych, 4 miejscu. Zabrakło mu dosłownie kilku punktów, by wskoczyć na wyższą, premiowaną pozycję. Jak na pierwszy start w ogólnopolskiej imprezie, wynik Marcina jest dla całego naszego zespołu ogromnym osiągnięciem.

13536032_905318782912930_86595161_n

Podsumowując, zawody Street Fishing Extreme uważamy za bardzo udany event, zorganizowany na wysokim poziomie, choć czujemy lekki niedosyt spowodowany małą ilością punktowanych ryb (łącznie złowiony ich zaledwie kilkanaście, przy ponad 70 startujących i 6 godzinach łowienia). Widać ewidentnie, że rzeka Warta nie odrodziła się po tragicznym w skutkach zatruciu z zeszłego roku. Za niespełna tydzień – zawody Street Fishing we Wrocławiu, rozgrywane w systemie 24-godzinnym. Nie zabraknie nas tam! Mamy nadzieję, że Odra okaże się nieco bardziej łaskawa. Na celownik bierzemy przede wszystkim sandacze i sumy. Trzymajcie kciuki!