Kołowrotek muchowy Robinson WA

Łowienie na muchę to dla mnie, nie tylko kolejna metoda wędkowania, a raczej filozofia – niemalże religia.

Na przełomie marca i kwietnia nadchodzi mój czas magii i czarów – czas suchej muchy. W małych rzeczkach i strumykach ukrytych gdzieś głęboko w lubuskich lasach, zaczynają się dziać rzeczy niemal mistyczne. Nic nie może się bowiem równać, z wyjściem pstrąga lub klenia do suchej muchy.

PB110029Mój początek z tą metodą, jak dla każdego muszkarza z resztą, nie był łatwy. Trudna sztuka Fly Castingu, dylematy gdzie i jak łowić, na jakie muchy, a przed tym wszystkim jeszcze większy dylemat, jaki sprzęt kupić? Kiedy postanowiłem łowić na tą wspaniałą metodę pierwsza rzeczą o jakiej się przekonałem było to, że sprzęt muchowy jest drogi, a ten polecany i ogólnie chwalony – nawet bardzo drogi. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego bardzo prosty kołowrotek, z góra trzema łożyskami, może kosztować kilkaset, a nawet kilka tysięcy złotych. I do tego ten krążący w sieci stereotyp mówiący, że tani sprzęt muchowy do niczego się nie nadaje… To nic innego jak niesłuszna opinia ludzi o snobistycznych zapędach.

P3170022Dla kogoś, kto chce spróbować Fly Fishingu, polski rynek oferuje trochę, naprawdę dobrego sprzętu w przystępnej, niewygórowanej cenie. Sprawa jest jednak o tyle trudna, że trzeba ten sprzęt odsiać od tej niestety gorszej reszty.

P3170001Kiedy w moje ręce trafił kołowrotek Robinson WA 4-5 ATM, w pierwszej chwili modliłem się wręcz by nie był to kolejny klon topornych konstrukcji powielanych przez od lat przez kilka firm – mam na myśli modele Taimen STX, Scierra EPD, Konger Grandis, Jaxon Spectra… Z pozoru cena, kształtująca się na poziomie ok. 90 złotych, zdawała się potwierdzać że jest to kołowrotek na poziomie co najwyżej popularnego Taimen STX, którego już dawno miałem okazję testować.

P3170013Pozory potrafią jednak mylić. Już w pierwszej chwili zauważyłem ogromną różnicę w wadze – choć wynosi ona zaledwie 5 gramów, w porównaniu do Taimen STX 4-5, przy cenie o ponad 30% niższej jest to wynik co najmniej świetny.

P3170009
Kolejną różnicą jest jakość wykonania – w swoim używanym dotychczas STXie napotkałem niestety, na sporo ostrych krawędzi na żeberkach szpuli oraz na górnej i dolnej tzw. belce. W trosce o dobro linki musiałem je zeszlifować papierem. W kołowrotku Robinson WA nie czekały na mnie tak paskudne niespodzianki. Wszystko jest tu gładkie i ładnie wykończone.

P3170028
Po zdjęciu szpuli z korpusu okazało się, że Robinson to nie tylko inna jakość , ale też zupełnie inna konstrukcja niż wymienione tu kołowrotki. Znajdziemy w nim zabudowane łożyska, umieszczone bezpośrednio na osi, zamiast wewnątrz szpuli oraz ciekawe rozwiązanie grzechotki i bardzo dobry hamulec, który działa bez względu na to, ile razy zamoczyliśmy kołowrotek w wodzie.

P3170015
Testowany przeze mnie kołowrotek Robinson WA chodził bardzo płynnie i bez najmniejszego szumu, a grzechotka zapobiegała przy tym obracaniu się szpuli podczas wymachów. Hamulec regulowany wygodnym pokrętłem z wyraźnym klikiem, dawał ustawić się przy tym naprawdę precyzyjnie.

P3170018

Jedynym mankamentem, do jakiego mam zastrzeżenia to delikatny luz na osi szpuli, lecz jest to standardem w tej klasie sprzętowej i aby go nie doświadczać, musielibyśmy liczyć się z wydatkiem co najmniej 2-3 razy wyższym. Podsumowując całą moją kilkutygodniową przygodę z tą maszynką, naprawdę pozytywnie mnie ona zaskoczyła. Jest to naprawdę dobry i sprawnie działający sprzęt w przystępnej cenie, wart zainteresowania szczególnie wśród świeżych muszkarzy. Sprawdzi się jednak również w przypadku tych bardziej doświadczonych i stawiających konkretne wymagania.

Marcin Szala