Gotowe przypony Carpex – zasiadka na Łowisku Szachty

Każda wyprawa na karpie to nie lada wyzwanie – poza klasycznym ekwipunkiem w grę wchodzi niezbędny zestaw odpowiednich przynęt, zanęt, zestawów i tysiąca innych, będących  składową wędkarskiego sukcesu.

IMG_5374

Wraz z początkiem lipca podjęliśmy spontaniczną decyzję by zasiąść na łowisku Szachty – wodzie położonej w południowo-zachodniej części Poznania. To specyficzna woda, którą określić można spokojnie mianem „dzikiej”, a równocześnie niezwykle trudne technicznie łowisko, w którym występuje dużo roślinności podwodnej. Staw ten jest wyzwaniem nawet dla najbardziej doświadczonych wędkarzy, choć pływające w nim ogromne ryby z pewnością wynagrodzą każdą spędzoną tam minutę.

IMG_5364

Szybkie pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i przed zachodem słońca jestem na stanowisku, gdzie Paweł – już rozpakowany, dopiero co umieścił zestawy w podnęconym wcześniej miejscu. Dołączam do obozowiska i pośpieszany promieniami zachodzącego słońca rozstawiam wędki na buzzbarach. Tuż przed zmierzchem, udało mi się zarzucić zestawy na 3-metrowej wodzie w odległości około 40m od brzegu. Miejsce wybrane nieprzypadkowo – znajduje się tam niewielki skok dna i występuje tam o wiele mniej roślinności, niż w innych dostępnych „z ręki” partiach łowiska.

IMG_5386

Nęcimy obficie dużymi porcjami kulek Carrum o smaku kukurydza i banan-krab. Pół godziny po zachodzie słońca notujemy kilka brań – niespodzianek w postaci trzech, pięknie wybarwionych linów. Wprawdzie nie na liny się nastawialiśmy, ale na początek dają nam nadzieję na udaną zasiadkę. Noc nie przynosi tak oczekiwanych przez nas rezultatów, i notujemy tylko jeden odjazd – na zestaw uszykowany pod suma, który kończy się wypluciem przynęty, nim udaje nam się dobiec do wędki. Budzik w postaci centralki Carpexa obudził nas na dobrą godzinę przed świtem słońca i zmusił do wypicia porannej kawy nieco wcześniej, niż zazwyczaj.

IMG_5404

Nad ranem widzimy pierwsze oznaki żerowania karpi w środkowej części jeziora i rozpoczynamy pogawędkę nad nową taktyką. Po przepłynięciu z Deeperem nad miejscami żerowania ryb dochodzimy do wniosku, że niezależnie od skuteczności naszych przynęt dużego karpia tu nie dostaniemy – wszystkie większe sztuki są ustawione na głębokiej wodzie, około 200 metrów od brzegu. Nowo obrane miejscówki wymuszają na nas pomimo niesprzyjającej pogody wywożenie zestawów w miejsce, w którym głębokość wynosi około 5-6m. Zmieniamy przy okazji przypony na własnoręcznie wykonane, 40-centrymetrowe, a na włos wędrują kulki z serii Carrum NOVA: pop-up o smaku banan-krab i pop-up o smaku truskawka-ryba. Wywozimy ostatni zestaw w łowisko, gdy nagle  pojedyncze piknięcia sygnalizatorów pobudzają naszą czujność i wzmagają nadzieję na udany połów.  Wszędobylskie leszcze i liny znów dają o sobie znać i dobierają się jako pierwsze do naszych zestawów. Aby temu zapobiec Paweł komponuje mieszankę zanętową z grubym, 20-milimetrowym pelletem Carrum Halibut Premium, zaprawionym dodatkowo boosterem o zapachu ryby, wymieszanym z kilkoma rodzajami kulek proteinowych. Mamy nadzieję, że  intensywna praca naszej zanęty zwabi karpie również do minimalnie wyższych partii wody pomiędzy roślinnością, gdzie zawieszone są nasze zestawy.

IMG_5337-1

Pogoda płata nam figle i raz jest słonecznie i ciepło, a za moment pada deszcz i w oddali słyszymy nadchodzącą burzę, która ostatecznie nie nadchodzi. Pierwsze branie następuje po niecałych 4 godzinach od wywiezienia zestawu. Gdy nagle słyszę przeszywający pisk mojego sygnalizatora i widzę wymarzony odjazd, adrenalina gwałtownie podskakuje i  pędzę do wędki. Od razu po zacięciu wędka wygina się wpół i z trudem zatrzymuję rybę nurkującą do dna, która całą swoją masą przechyla szalę zwycięstwa na swoją stronę, zrywając przypon niczym słabą nić. Tracę pierwszą większą rybę zasiadki i pewność w kwestii wytrzymałośco moich zestawów – nie jest dobrze. Wbrew pozorom, ta porażka jeszcze mocniej mnie determinuje do dalszego kombinowania. Nie chcę ryzykować straty kolejnej ryby i  postanawiam zmienić kluczowy element zestawu na skuteczniejszy. Paweł proponuje gotowe przypony Carpexa, na które sam z powodzeniem łowi już od jakiegoś czasu. Na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo skutecznie i solidnie. Wierzę mu na słowo i wybieram przypon o nazwie Carpex Classic Boilie Rig z hakiem w rozmiarze 4, który jest klasycznym przyponem karpiowym wykonanym z miękkiej plecionki o żółto-czarnym splocie. Maskuje się on idealnie przy jasnym dnie z dużą ilością roślinności. Zwijam drugi zestaw i dla świętego spokoju dowiązuję otrzymany przypon.

IMG_5403

Chwilę później mam kolejne branie i to z tego samego miejsca. Podczas holu tej ryby mogłem sobie pozwolić na siłowe manewry, ponieważ byłem pewny wytrzymałości sprzętu. Udało mi się dzięki temu wyholować karpia o wadze ponad 13kg (wytrzymałość przyponu to 20lbs). Nie pozwoliłem rybie wplątać się w roślinność ani wypiąć się z solidnego haczyka, który wbił się książkowo w dolną wargę. Po sesji ryba wraca oczywiście do wody, a ja sprawdzam, co jeszcze ciekawego znajdę w torbie ze sprzętem. Moją uwagę zwraca kolejny gotowy przypon Carpexa – Pop-Up Boilie Rig. Miękka plecionka o bardzo solidnym splocie i dobrze maskującym, grafitowym kolorze, oraz super ostry haczyk w kształcie zbliżonym do banana, który sprawia, że haczyk jest praktycznie niemożliwy do wyplucia. Z ciekawości zakładam ten przypon do jednej z karpiówek.

IMG_5397

Jest popołudnie. Paweł zaczyna nie nadążać z wywózką kolejnych zestawów po braniach, odjazdach i pojedynczych, sporadycznych spinkach wśród roślinności. Do wieczora złowiliśmy łącznie 15 sztuk w przedziale od 3 do 14kg. Nie straciliśmy już żadnego przyponu, każdy element zestawu posłużył nam jako część do osiągnięcia sukcesu. Czekaliśmy na noc w nadziei, że dopiero po zmroku największe sztuki zaczną wpływać w łowisko. Zamiast karpi jednak, około godziny 22, nadchodzi niespodziewana burza przez którą ciśnienie zaczyna gwałtownie spadać, a ryby przestają zupełnie żerować. Nad ranem notujemy jeszcze jeden odjazd na kulkę Carrum Pop-Up Banan-Krab. W podbieraku ląduje mały, 4-kilogramowy karpik. Duże karpie najwyraźniej zmieniły stołówkę i dają o sobie co jakiś czas znać kilkaset metrów od brzegu w zupełnie innej partii zbiornika.

IMG_5461 IMG_5391

Paweł postanawia dobrać się do nich z podchodu. Na wyniki nie czekał długo, bo już po 30 minutach sygnalizator zaczął piskliwie grać naszą ulubioną melodię. Spory zapas mocy w wędzisku Robinson Progress Carp i wytrzymałość każdego elementu zestawu pozwoliły podnieść rybę szybko do powierzchni, co zapobiegło wplątaniu się w zalegające na dnie przeszkody. Po około 10 minutach i trzech próbach podbierania, 14,5kilogramowy karp ląduje w podbieraku. Największa ryba wyjazdu! Po wykonaniu kilku zdjęć, ryba wraca w doskonałej kondycji do wody.

IMG_5471

Dosłownie kilka godzin później niebo pokryły czarne chmury, a wiatr zaczął wiać coraz silniej. Otrzymaliśmy ostrzeżenie o zbliżającej się nawałnicy i po dwóch dobach łowienia zaczęliśmy pakować obozowisko. Zasiadka była jak najbardziej udana – udało mi się lepiej poznać łowisko Szachty, a także przekonać się do gotowych przyponów, które uważałem za „drogę na skróty”. Przypony Carpexa na stałe wypisują się do mojego wyposażenia przy każdej następnej wyprawie.